Playlist

piątek, 3 października 2014

Liebster Blog Award

Hejka wszystkim!
Jak sam tytuł mówi, zostałam nominowana do LBA, co szczerze mnie wmurowało w podłogę z zaskoczenia xd W sumie, sam w sobie blog jest świeży, a tu o....Verka, dzięki :D

A więc wypadałoby odpowiedzieć na tychże 11 pytań:
1.Do jakiego domu w Hogwarcie byś należała?
Hmm... Myślę, że mimo wszystko Gryffindor. Być może ze względu na swego rodzaju naiwność; nadzieję na lepszy świat i co prawda nikłe, ale zawsze próby; oddanie i przywiązanie do przyjaciół... Niekiedy klnę się za to, ale jeszcze mam takie cechy jak sprawiedliwość i uczciwość, ale przyznam, że w dzisiejszych czasach ciężko je utrzymać :)

2.Ulubiony nauczyciel z HP?
Oooooj. Ojoj. Skoro ma być jeden... Severus. On miał w sobie to coś :3 Poza tym, czym byłby Hogwart bez takiego Snape'a? Pełen szacun dla jego umiejętności legi- i oklumencji.

3.Ulubiony przedmiot szkolny z HP?
Opieka nad Magicznymi Stworzeniami, bezsprzecznie.

4.Czy sądzisz, że pary Ginny-Blaise i Draco-Hermiona pasują do siebie?
A czemu by nie! Już tak abstrachując całkiem od naszych różnych wyobrażeń i stanowisk na ten temat, to myślę, że wszystko jest możliwe i wszystko się da, a co za tym idzie - miłość sama wybiera sobie przyjaciela ^^

5.Ulubiona postać z HP?
Jeśli o samą postać chodzi, to możliwe, że Hermiona. Sama postać jest fajna, z początku delikatna i wrażliwa, z czasem się ogarnia i potrafi przywalić. Poza tym nawet w kryzysowej sytuacji potrafi jakieś sensowne wyjście znaleźć.

6.Znienawidzona postać z HP?
Takiej nie mam xd

7.Ulubione magiczne zwierzę?
Hipogryf. Nie dość, że honorowe, to jeszcze niezłe bydlę potrafiące latać <3

8.Co byś zrobiła jakbyś stanęła przed Voldemortem w cztery oczy i miała przy sobie tylko różdżkę?
Próbowała odwrócić jego uwagę waląc prawdopodobnie zaklęciami na pałę i próbowała zwiać. A jak już jakbym się schowała przy odrobinie szczęścia za jakimś drzewem albo coś, wzięła głęboki wdech i stanęła naprzeciw, nawet jeśli by oznaczało to moją śmierć po 3 sekundach xd

9.Czy sądzisz, że uśmiercenie Snape'a i Dumbledore'a to była dobra decyzja Rowling?
Nie mnie to oceniać. Gdyby nie śmierć Snape'a nie wiem czy ja bym się mogła domyślić tych wszystkich rzeczy z jego przeszłości (no bo skąd? przy teoretycznym założeniu, że ten fragment byśmy wycieli całkowicie). No a Dumbledore - gdyby on dalej żył, za łatwo by poszła bitwa xd

10.Co byś sobie szczęśliwego przypomniała  podczas rzucania zaklęcia Expecto Patronum?
Pewne elementy z dzieciństwa. Było ich kilka, a teraz z perspektywy czasu myślę, że chwile spędzone z bratem. Albo przyjacielem, który był jak brat, zależy xd

11.Na czym polegałoby wymyślone przez Ciebie zaklęcie?
Zaklęcie powiadasz... ojoj. Być może coś a'la Myślodsiewnia, jednak właśnie w formie zaklęcia. Polegałoby na "wyjęciu" z głowy jakiejś osoby i postawienie jej przed sobą. Co prawda miałoby to swoje wady, bo jej ruchy byłyby ograniczone i zapewne dużo by z nią pogadać się nie mogło, bo to w końcu tylko wspomnienie, ale przynajmniej jak dla mnie byłoby na samotność.

A ja do LBA nominuję:
Joanna Olucha
mildredred
Poem
cookie

(ubolewam, że blogi które niegdyś dobrze prosperowały już nie działają... albo są zawieszone od paru miechów... przygnębia mnie to :<)



No i pytania ^^
1.Jeśli byłabyś założycielką Hogwartu i stworzyła własny "dom", to jaki kolor, zwierze i być może jaką nazwę by nosił? ^^
2.Ulubiona postać żeńska w HP?
3.A ulubione zaklęcie? :)
4.Jaki byłby twój patronus?
5.Ulubiony gatunek filmowy?
6.Masz jakąś ulubioną piosenkę?
7.Obecna szkoła? :) 
8.Czy masz jakieś nicki/przezwiska? (jeśli się takowym posługujesz-czy masz inne?)
9.Co jest twoją dumą? (może coś tworzysz, albo już masz ;3)
10.Masz rodzeństwo?
11.Jakie znasz języki?

czwartek, 25 września 2014

8. Drugie zadanie i długie gadanie

Na wstępie słowo do mildredred:
Dziękuję za komentarze i uwagi, jednak co spojrzenie świeże, to świeże ;)
Co do liceum (już zaktualizowałam ciut profil) to skończyłam :) A czemu pytasz? Znasz je?
I co ty porabiasz w Izraelu? :D
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&

Dzień przed drugim zadaniem…
-Harry, nie wiem. Naprawdę nie wiem o co chodzi. Cztery żywioły, kołysanka, sny, serce… czułam się jakby zwracało się bezpośrednio do mnie, jakby mnie znało.
-Podejrzewam. Ale jedynie ty możesz znaleźć odpowiedź, bo jest w twoim sercu. Mogę Ci powiedzieć co jest w moim.
Zaintrygowało ją to.
-Choćby ty. Moja przyjaciółka od wielu lat, którą tak cenię i uwielbiam. Jesteś piękna i mądra. Zawsze można na Ciebie liczyć.
Zarumieniła się i spuściła głowę. Dziwnie się czuła słysząc to od niego, ale było to… miłe. Pierwszy raz chyba serce zabiło jej mocniej.
-No oczywiście tam też jest Ginny i Ron, nawet Luna, Neville i Dursley’owie. Bez was nie byłbym tym kim jestem. W tajemnicy powiem Ci moje marzenie. Chcę zostać aurorem i dbać o bezpieczeństwo innych. Być może… kiedyś… dane mi będzie mieć rodzinę. Chciałbym komuś dać taką miłość, którą moja matka mnie obroniła. To jest moje marzenie.
Dziewczynie zaszkliły się oczy. Nigdy do tej pory nie powiedziałaby, że Harry może mieć takie marzenia, czy w ogóle myśleć o takich rzeczach, bo jest zbyt dziecinny czy coś w tym stylu. Ale dzięki temu co powiedział poczuła nagle przypływ energii gdzieś w głębi siebie. Wstała, podeszła do niego i uściskała go.
-Dziękuję, Harry. Chyba tego mi było trzeba.
*
Hermiona rano przed zadaniem nie mogła znaleźć Harry’ego. Pytała Ginny, ale ta też nie wiedziała gdzie ten się podziewa, żaląc się przy okazji, że nie wie gdzie on się dnia poprzedniego włóczył i że chyba ją zdradza. Oczywiście wyśmiała ten pomysł, ale poczuła się źle okłamując przyjaciółkę. Może nie powinna się z nim spotykać?

Cała trójka zebrała się na platformie gdzie był już Dumbledore z Ministrem. Wokół zebrali się widzowie.
-Witajcie na drugim zadaniu Turnieju Trójmagicznego! To zadanie jak już nasi uczestnicy wiedzą, wiąże się z ogromnym ryzykiem i igraniem z Matką Naturą. Gdzieś tam w Lesie są ich przyjaciele i bliscy, do których muszą dotrzeć przez złośliwości przyrody. Tam zdarzyć się może wszystko, więc wszelkie umiejętności mogą być na wagę złota. Każde z was wejdzie innym wejściem. Możecie się minąć, ale nie zauważycie tego. Idźcie prosto gdzie was poniesie serce, to najlepsza droga we mgle. W razie czego, wiecie co robić.
Tymi słowami zakończył wypowiedź i oddelegował Kruma, Hermionę i Fleur. Każde z nich wyglądało na lekko wystraszone co mogą tam spotkać…
*
-Dracuś, wiesz, jakiś bladziutki dziś jesteś.
-Zamknij się Pansy, bo kiedyś naprawdę nie wyrobię i Ci przy…
-Hej, Dracon! Co tam, nie wyspałeś się? Nocne podboje?
-Teraz i ty, Zabini? Odwalcie się ode mnie łaskawie.
-A tam, widziałeś minę Granger? Wygląda jak puchaty, przerażony kociaczek. Nawet powiedziałbym, że fajny kociaczek.
-I ty to mówisz, Zabini? Co Ci odwala na punkcie tych Gryfonów? Ostatnio pochlebstwa nawet na temat Weasley’ówny mówiłeś..
-Może i ty zacznij interesować się dziewczynami, Pansy. Ale one mają lepszy gust, więc chyba i tak Ci to nie wyjdzie.
*
-Tylko spokojnie, tylko spokojnie… w końcu co mnie może tu takiego złego spoooOOO..!
Niestety nasza Gryfonka myśli nie dokończyła ze względu wpadnięcia w dziurę. Na szczęście w nieszczęściu po drodze poobijała się o jakieś „ziemne półeczki” więc nie wylądowała na dnie z połamanymi wszystkimi kończynami i karkiem, tylko z prawdopodobnie skręconą kostką… Tylko jak teraz wyjść?

Podczas gdy brunetka tak siedziała rozmyślając, Fleur szła dzielnie przed siebie z wyciągniętą różdżką. Wyglądałaby bardzo dobrze i dumnie, jednak ten wizerunek psuła jej panika, gdy przeleciał jej nietoperz nad głową czy przebiegł szczur gdzieś u jej stóp. Z każdą minutą coraz bardziej się denerwowała i bała zarazem. W końcu zaczęła się zastanawiać jak to możliwe, że jest tak ciemno, skoro wchodząc do lasu był piękny, słoneczny, choć mroźny dzień. Przestała się nad tym głowić gdy w krzakach coś się poruszyło. Rozejrzała się i podeszła niepewnie. Odgarnęła liście i ujrzała…

Wiktor szedł sobie spokojnie, jak gdyby nigdy nic. Stresował się, racja, ale już mu przeszło. Stwierdził, że nic ciekawego prócz leśnych zwierzątek tu nie ma. Matka Natura, dobre sobie! Nagle usłyszał przeraźliwy krzyk, aż przeszedł go dreszcz. ~Fleur? To jej głos? Czy Hermionie coś się stało? Nie, nie możliwe… teraz najważniejsze dotrzeć do końca.~

Faktycznie, nie mógł wiedzieć, że za ścianą drzew to właśnie Hermiona wpadła w dziurę i pewne kłopoty. Wołała na pomoc, choć wiedziała, że szanse są tak ogromne, jak to, że Wiktor wolałby mężczyzn… Koniec głupich przemyśleń! Trzeba coś zdziałać, tylko co?... Dość długo musiała czekać na cud, ale nie chciała się poddać, to nie w jej stylu. Jednakże, w końcu…
-Witaj, Hermiono.
Dziewczyna spojrzała w górę. Centaur!
-Nie pytaj na razie o nic, tylko łap się.
Rzucił jej jeden koniec liny, a drugi przywiązał drzewo. I lina i drzewo były grube, więc spokojnie ją utrzymały aż wygramoliła się na odpowiedni grunt.
-Dz-dziękuję… uff…
-Ten, kto w Hogwarcie pomocy potrzebuje, zawsze ją dostanie. Wybacz mi, że musiałaś tyle czekać.
-To nie ważne. Skąd wiesz jak mam na imię?
-Spotkaliśmy się, raczej przelotnie, w nieciekawych okolicznościach, gdy szukaliście jednorożca… mam na imię Ronan. Pewnie lepiej kojarzysz Firenzo.
-Być może… tak. No nic, ja muszę iść dalej. Przyznam, że boję się co mnie jeszcze spotka…
-To dobrze. Tylko głupiec nie boi się nieznanego, dlatego chcę Ci pomóc. Wsiadaj na mój grzbiet, z tą nogą nie zajdziesz daleko.
Zdziwiła ją ta propozycja, w końcu centaury raczej nie utrzymują kontaktów z ludźmi, a już na pewno nie pozwalają siebie dosiadać jak zwykłych koni, ale skorzystała z oferty. Bolało ją niemiłosiernie, choć bardzo starała się tego nie okazywać, by nie irytować centaura.

Wracając do pewnego byczka… często wpadał na ślepe zaułki i zaczynał się mocno denerwować z tego powodu. W końcu zaczął torować sobie przejścia ogniem, jednak czasem zapominając go ugasić…
Byłoby wszystko nadal dobrze, gdyby nie potknął się o coś. Przeklął cicho pod nosem.
-Ej, ty bałwanie!
-Eh? Gadająca… gadające… czym ty jesteś?
-A co Cię to, baranie! Uważaj, gdzie leziesz!
-Nie będzie mi tu byle futrzak pyskował!
-Ludzie to idioci! Napakowany bezmózg! Rozdeptuje zwierzęta! Niech się o tym dowiedzą tylko! Ja Ci dam, popamiętasz mnie!
-Zamknij się już! Na Merlina, dyskutuję z pchlarzem…
-Sam jesteś pchlarz!
Po chwili zbiegły się stworzenia takie jak już napotkane, ale też i przypominające szczury. Chyba miał kłopoty…
*
-Ronanie, w sumie, dokąd idziesz? Ufam Ci, ale…
-Zaraz zobaczysz.
I faktycznie, po chwili ukazała im się postać blondynki leżącej na ziemi w bezruchu. Hermiona mimo bolącej nogi zeskoczyła z centaura, by zobaczyć co z dziewczyną.
-Czy coś ją mogło zaatakować? Jest nieprzytomna…
-Możliwe, że przywitała się z chochlikami lub bahankami, tu ich pełno…
Hermiona wystrzeliła z różdżki czerwone iskry, wsiadła na Ronana i ruszyli dalej. Niedługo przybędzie po nią pomoc.
*
Można by wiele godzin opowiadać o przygodach pozostałej w Lesie dwójki, bo bardzo dług wędrowali. No, kto wędrował to wędrował… W skrócie można powiedzieć tyle, że Wiktor został dotkliwie pogryziony przez „szkodniki”, ale szedł dzielnie dalej z uporem przedzierając się przez bagna, gęstwiny i inne.

Natomiast Hermiona, niekiedy na własnych nogach nie chcąc męczyć towarzysza, rozmawiała z nim w sumie zapominając o celu podróży, którego tak naprawdę nie znała. Ma gdzieś dojść – ale gdzie?
-Muszę przyznać, że jak na człowieka cechujesz się wybitnymi zdolnościami. Próbowałaś kiedyś przewidywać przyszłość z gwiazd?
-Szczerze mówiąc wątpię w to, by ludzie mogli to robić. Centaury to co innego, wy jesteście stworzeniami lasu, natury, a człowiek… porzucił to.
Ronan uśmiechnął się tylko. Po kolejnych paru minutach doszli do wielkiego drzewa z szerokim otworem w pniu.
-Idź. Twoja podróż się zakończyła.
Zdziwiona dziewczyna zrobiła co polecił jej centaur. Już w pniu, po rzuceniu Lumos, okazało się, że to zadziwiająco duże pomieszczenie, a u sufitu… wisiały ciała. Prawie krzyknęła z przerażenia. Zaczęła odcinać je zaklęciami.
Rozcięła owijające je pnącza i zobaczyła dziewczynę z Beauxbatons, chłopaka z Durmstrangu i… Harry’ego! Już w następnej chwili wszyscy siedzieli i przytulali dziewczynę dziękując, że chociaż ona była na tyle odważna, by dotrzeć do końca i uratować ich. Dopiero w tym momencie Hermionie przypomniały się słowa Dumbledore’a, że ma znaleźć bliską jej osobę gdzieś w lesie i iść za głosem serca.
-Hermiono, nawet nie wiesz jak się cieszę! To takie dziwne uczucie, jakbyś spała, ale czujesz wszystko… nawet wydawało mi się, że słyszę, jak idziesz. Jakbyśmy byli połączeni też z drzewem.
W końcu wyszli przed drzewo i wystrzelili zielone iskry.
*
Pewno zastanawiasz się gdzie podział się Krum? Otóż po wielu przeszkodach jakie napotkał, łącznie z Nieśmiałkami i Kugucharami, które skutecznie rozzłościł, by nie powiedzieć inaczej, z wieloma ranami, stłuczeniami i kontuzjami postanowił się wycofać. Gdyby tylko wiedział, że szedł całkiem w inną stronę niż powinien…
*
Dumbledore, McGonagall, Madame Maxime i Karkarov zorganizowali spotkanie z trójką uczniów. Krum był wściekły, Fleur wyglądała jakby jej ulżyło, a Hermiona… była sobą.
-Drodzy moi, wiem, że to było ciężkie przeżycie. Jesteśmy z was dumni i…
-Dumni! Ha! Ustawiłeś to wszystko, Albusie, by twoja Nie-Wiadomo-Skąd wybranka wygrała!
-Niech Pan tak nie mówi! Już na początku wpadłam w jakąś dziurę i skręciłam nogę. Długo tam siedziałam, sama w ciemności i płakałam, nie mogłam się skupić i wołałam na pomoc jak małe dziecko. Pomógł mi centaur. Nawet przewiózł mnie kawałek, żebym nie męczyła nogi. W sumie, ja… nie wiedziałam dokąd idziemy. Stwierdziłam, że skoro nie jestem już sama to nie ważne dokąd dojdę i czy gdzieś w ogóle. Szliśmy i rozmawialiśmy. I nie wiem nawet kiedy zobaczyłam ogromne drzewo, a tam wisiało troje ludzi. Uwolniłam wszystkich i wróciliśmy tutaj. Niech mi Pan wierzy, że mimo wszystko, to było straszne przeżycie. Gdybym była sama, prawdopodobnie też bym zrezygnowała.
-Nie wiem czy znacie treść zagadki zawartej w jajo smoka. Była tam mowa o gotowości na coś, o trudach i o kimś kto Ci przez te przeszkody pomoże przejść. Panie Krum, czy szedł Pan za głosem serca? Czy też z czystym pragnieniem wygranej? Czy w ogóle pomyślał Pan, kogo ma znaleźć? Panno Fleur, czy pomyślała Pani przez chwilę o czymś innym, niż strach? Panno Granger… mimo przeciwności, szukała Pani pomocy, ale wykluczając możliwość wycofania się. Chciała Pani wygrać, ale nie dla siebie, tylko dla tej osoby, którą miała Pani znaleźć, dla całego Gryffondoru, a nawet Hogwartu. Dzięki sile Pani serca przybył na pomoc nawet centaur, a wiemy, że nie są zbyt chętne do pomagania ludziom. A też wiadomym jest, że centaury to wielce utalentowane stworzenia magiczne czytające przyszłość z gwiazd… Liczę, że każdy z nas wyciągnie z tego jakąś mądrość na przyszłość. To co, idziemy jeść?
*
Przy kolacji Hermiona była dość milcząca, co wszyscy odbierali jako skrajne wyczerpanie fizyczne i psychiczne, więc w szybkim tempie udała się do łóżka.
Jednak tylko po części była to prawda. Była zmęczona, ale dręczyło ją coś, czego nie mogła dokładnie określić. Próbowała skupić myśli, ale jak na złość wszystko co zaczynało mieć sens rozmywało się jak mgła. Stwierdziła, że na spokojnie przetrawi to następnego dnia, po śniadaniu.

I zapewne zrobiłaby to, gdyby nie zapomniała całkowicie, że miała się nad czymś takim zastanawiać. Wstała obolała, ale dziwnie szczęśliwa, jakby przyszła znowu gwiazdka, choć niedawno minęła. Z tego względu otworzyła kufer i wyjęła zdjęcie rodziców z nowym mieszkańcem – do tej pory bezdomnym psem. Wzruszył ją list od nich, gdzie pisali, że pies ten, choć już raczej leciwy, zasługuje, by szczególnie teraz zaznać trochę ciepła i miłości. Sama od dawna chciała zaopiekować się jakimś stworzeniem, ale bała się że przez naukę może je zaniedbać.
*
-Heeej, Hermioooonaaa…
-Ymmm..? Co, kto…?
-Wstawaj Śpiąca Królewno, idziemy na śniadanie. Czy ty wyszłaś z łóżka przed świtem? Tu jest tak zimno z rana!
Czuła się gorzej niż poprzednim razem gdy otworzyła oczy. Bolała ją niemiłosiernie głowa i noga. Tyle dobrego, że nie ma jeszcze zajęć. Pierwszy raz nie miała ani trochę zapału do książek.

Nie chcąc martwić przyjaciółki starała się uważać na nogę i ignorować ból. Pójdzie do pielęgniarki, jak naprawdę będzie to konieczne. Tylko, że to konieczne stało się bardzo szybko…
-Ała! Przepraszam..!
-Czy ty jesteś ślepa?! … Granger?
Hermiona widząc „ulubionego” blondasa wstała czym prędzej z podłogi na której się znalazła. Zrobiła to jednak szybciej niż chciała tego jej teraz już piekielnie boląca noga i upadła z powrotem.
-Co z tobą..?
-Miona! – spanikowana Ginny uklękła przy dziewczynie. Przestraszyła się i nie wiedziała co zrobić. Spojrzała błagalnym wzrokiem na Dracona.
-No chyba śnisz, przecież…
-COŚ TY JEJ ZROBIŁ IMBECYLU?!
Nie ma to jak miłe przywitania z rana, czyż nie? Ron widząc brunetkę na podłodze wściekł się. Harry stwierdził, że pyskówki tego dnia pozostawi Ronowi, a sam pomógł Hermionie wstać i odprowadził ją z Ginny powoli do skrzydła szpitalnego.
*
-Myślałam, że samo przejdzie. Nie sądziłam, że może to być czymś tak poważnym…
-I ty to mówisz, taka mądra dziewczyna, a taka głupiutka! Oj kochana, powiem Ci, dobrze mieć przyjaciół, szczególnie w takich chwilach! Gdy ja byłam…
-Przepraszam, kiedy będzie mogła wyjść?
-Oh, tak. Myślę, że dziś tu poleżysz a jutro się zobaczy. Dobrze by było, gdyby ktoś przyniósł jej jedzenie. Twoje szczęście dziewczyno, że nie ma jeszcze zajęć. Pamiętam jak…

Harry, Ginny i Hermiona spojrzeli na siebie wymownie. Zapowiadał się długi dzień…

środa, 17 września 2014

7. Skomplikowane jajo i bal

Po lekcji eliksirów Hermiona posłała przyjaciół przodem a sama stanęła przy drzwiach. Wzięła głęboki wdech, gdy z sali wychodził Malfoy.
-Poczekaj, Malfoy, musimy pogadać.
-Ja mam rozmawiać z tobą, szlamo?
-Lepiej dla Ciebie żeby tak było.
Widząc jej minę odesłał Crabba, Goyle’a i Zabini’ego. Skinął na nią głową by poszła za nim w głąb lochów i tam się zatrzymał.
-O co chodzi?
-Posłuchaj, ja… nie wiem czy w to wierzyć, nawet nie wiem co myśleć, ale… czy to za twoją sprawą dostałam się do Turnieju? Czy to z zemsty? Twojej wrodzonej złośliwości? Liczysz, że zginę?
Otwartość i ilość pytań zagięły go i poczuł się nawet przez chwilę głupio. W sumie nawet nie wiedział co odpowiedzieć, bo i tak teraz może to się obrócić przeciw niemu…
-Dobra, tak, to ja. To miał być w sumie żart, nie sądziłem, że Czara Cię wybierze. Serio… głupio to zabrzmi, ale sorry.
Uśmiechnęła się tylko delikatnie i odeszła bez słowa zostawiając go zbitego z tropu. Od tak odwróciła się i poszła? Tak się nie traktuje Draco Malfoya! Co ona sobie myśli?!
*
Przy obiedzie brunetka opowiedziała wszystko przyjaciółce zanim przyszli chłopcy. Ruda była dość wzburzona, ale i tak podziwiała dziewczynę za jej opanowanie.
-Hej dziewczyny, co dziś dobrego?
-Pulpeciki, ziemniaki, gdzieś widziałam chyba frytki. A dalej surówkę.
-Ja nie królik, co nie, Harry? A jak tam rozgryzanie jaja?
-Powoli… przyznam, że ciężko. Każda próba otwarcia go kończy się tym wrzaskiem. Nie wiem jakiego zaklęcia użyć, to nie na moją głowę…
Ktoś położył rękę na jej ramieniu.
-Mogę Cię prosić na słowo?
*
-Jak to żywioły?
-Nie mogę Ci więcej powiedzieć, Miono. Wolałem się upewnić, że dasz sobie radę. Do zobaczenia.
-Ale… Wiktor!
-Hm?
-Dziękuję. Do zobaczenia… na balu.
*
I owszem, bo już za dwa tygodnie święta i bal! Zdecydowanie atmosfera zrobiła się gorąca. Tymczasem w pokoju Gryfonów…
-Pamiętacie o balu?
-Taaa… co chwilę słychać o tym na korytarzu.
-Z kim idziesz, Ron?
-Właśnie! Em… Hermi, pójdziesz ze mną?
-Co..? A, bal? Przepraszam Ron, ale… już mam partnera na bal.
-Harry, może weźmiemy siostry Patil?
-Przecież ja idę z Ginny. Zabiłaby mnie w innym wypadku.
Wszyscy się zaśmiali, ale rudzielcowi nie było tak do śmiechu. Musiał przecież kogoś wytrzasnąć!
*
Przez jeden tydzień były jeszcze lekcje. Eliksiry ze ślizgonami jeszcze nigdy nie mijały w takim spokoju, a Dracon nie był tak cichy. Pansy ciągle skakała wokół niego pytając czy wszystko w porządku i twierdząc, że szlama rzuciła na niego jakiś urok. Nieświadomie zrobiła tym Hermionie reklamę, że nawet Ślizgoni już omijali ją szerokim łukiem ze strachu. Tylko sama zainteresowana nie miała o niczym pojęcia…

Jednak cała ta sytuacja była mocno nie w smak pewnemu panu, który bardzo lubił dogryzać szczególnie Gryfonom…
-Draco, możesz mi wytłumaczyć co się dzieje?
-Jak to co się dzieje?
-Żadnych bójek, komentarzy, dogryzania Gryfonom? To do Ciebie niepodobne.
-Tak jakoś wyszło…
-I ty tak mówisz, że jakoś wyszło? Malfoy? Zakochałeś się czy co?
-Nie! Jestem… komuś coś winien i tyle. Taka umowa, a ja dotrzymuję słowa.
*
Wreszcie tak długo oczekiwany dzień! Wszystkie dziewczyny były tak podekscytowane, że wszędzie było ich pełno. No, może prócz jednej czy  dwóch…
-Luna, serio bardzo ładna sukienka. Pasuje Ci, jest taka żywa.
-Tak, też tak myślę. Tata kupował mi ją z myślą o mamie. Zawsze powtarza, że jestem do niej podobna.
-Hej dziewuchy! I jak przygotowania!
-Ginny, wyluzuj, to jeszcze parę godzin. Czym ty się tak ekscytujesz?
-Ty też powinnaś, jak Cię Krum zobaczy to padnie!
-IDZIESZ Z WIKTOREM KRUMEM?!
Nagle w pokoju Hermiony zbiegło się całkiem pokaźne stado. Ależ one mają dobry słuch!
-Myślałam, że każdy z uczestników Turnieju musi iść z kimś innym!
-Nie wasz interes, wypad! Zobaczycie na balu! Już, sio!
*
U chłopców nie było aż takiej wrzawy. W sumie, sielanka.
-No i z kim w końcu idziesz?
-Z Lavender… wkurza mnie już, chyba ją po tym balu pośle w diabły.
-To niezbyt delikatne z twojej strony. I to w taki dzień…
-Nie kocham jej, nawet mi się nie podoba. Przykleiła się nie wiem skąd i czemu jak rzep. Wolałbym Hermionę…
-Hermionę, mówisz…
*
Wieczór. Panowie stali przy schodach czekając na swoje partnerki. W sumie to byli już lekko poirytowani, ale tylko Ci, którzy w ogóle zwracali na czas uwagę.
Wreszcie powoli zaczęły schodzić, parami, trójkami. Niektóre były olśniewająco piękne w sukniach i zmyślnych fryzurach. No i wreszcie nadeszło 5 minut Hermiony. Schodziła sama, w długiej, ciemnoczerwonej sukni z rozcięciem z boku. Włosy miała zaczesane na bok, a wpięte w nie było kilka błyszczących dodatków. Wszyscy zaniemówili, a całkiem ich wgięło gdy podała rękę Krumowi i poszła z nim na Salę.
Harry, Ron i ich partnerki stali sobie w dogodnym miejscu by widzieć dobrze uczestników Turnieju. Byli bardzo ciekawi z kim to Hermiona się pokaże.
Muzyka zaczęła grać. Uczestnicy wyszli na środek sali i zaczęli tańczyć, a wszyscy zamarli i wpatrywali się w tańczących jak zaczarowani. Natomiast Ron wkurzył się na ten widok.
Po chwili do tańca dołączyli McGonagall, Sprout, nawet Flitwick i Hagrid!
*
-Harry nooo, nudzę się!
-Mon-Ron, ja też!
-To idźcie się bawić same, ja już nie mam siły, a ty, Ron?
-Co? A, tak, ja też nie. Idźcie już, idźcie.
Naburmuszone poszły, a chłopcy odetchnęli.
-Jak ona mogła! Z wrogiem! Co za… ona chyba zgłupiała!
-O co Ci chodzi chłopie?
-Hermiona! Z Krumem! A co z nami? Woli napakowanego idiotę od nas!
-Uspokój się Ron, to na pewno nie tak…
-A jak?! O, idzie!

-No cześć, co tak siedzicie, zmęczeni, co?
-Oj tak. Nie wiem gdzie Ginny ma te pokłady energii.
-A ja nie wiem gdzie ty nas masz, Hermiono! Jak mogłaś, co? Z wrogiem? Rywalem? Idiotą?
-Uspokój się, o co Ci chodzi? To, że mam przyjaciół z innych szkół? Ty się śliniłeś na widok dziewczyn z Beauxbatons i co?
-To… to całkiem nie ma nic wspólnego.
-Ta, widzę. Wybaczcie, ale nie mam ochoty z wami gadać!
I odeszła wprost wściekła. Harry poczuł się dotknięty, bo przecież nic nie zrobił, ale też było mu głupio z powodu kumpla, a raczej jego dziecinnego zachowania. Powiedział, że idzie do toalety i pobiegł szukać przyjaciółki.
*
Dziewczyna siedziała zapłakana na schodach prowadzących na wieżę.
-Ale się schowałaś… w porządku?
-Nic nie jest w porządku… cokolwiek chcę zrobić dobrze, chcę być przez moment szczęśliwa, zrobić coś też dla siebie kończy się właśnie tak…
-Nawet tak nie myśl! Hermi…
Chłopak usiadł przy niej, przytulił i pogłaskał po włosach. Pogadali dłuższy czas o Ronie i jego zachowaniu, o tym co się zmieniło w całej czwórce, o drugim zadaniu… właśnie!
-Harry, pomożesz mi? Wiktor powiedział, że ma to związek z żywiołami. Masz jakiś pomysł?
-Żywioły? Rzucałaś na to zaklęcia z tym związane?
-Tak, ale to na nic…
-Więc spróbujemy zrobić to w sposób naturalny.
-Hę?
*
Zrobiło się już bardzo późno i większość uczniów już spała po balu. Hermiona dawno pożegnała się z Krumem dziękując za wyborną noc, pobiegła się przebrać i spotkała się z Harry’m w PW.
-Więc na co wpadłeś?
-Może to mało naturalne, ale…
Zapalił zaklęciem drewno w kominku, a potem włożył jajo do środka. Niby nic się nie stało, jednak jeden płat przybrał odcień lekko czerwony.
-Tego nie da się popsuć…?
-Nie wiem, zobaczymy dalej.
Ponieważ stało na komodzie akwarium, bez rybek, ale z wodą, przeniósł tam jajo. Kolejny płat zmienił kolor. Jako że zaklęciem nie dało się go nawet wysuszyć, Hermiona przyniosła suszarkę. Zadziałało! Trzeci płat zmienił kolor. Położył je w doniczce i czwarty płat zmienił kolor. Po chwili całość z pierwotnie złotego zaczęło błyszczeć jak tęcza i otworzyło się. Zaczęli słuchać pięknej, delikatnej melodii, niczym pozytywka-kołysanka.
Czy dziś jesteś już gotowa?
Ty swe trudy w życiu znasz.
Lecz ja jestem twą ostoją,
Odnajdź mnie w sercu i snach.
Spojrzeli na siebie. O co w tym chodziło?
*
Nie mogła spać. Patrzyła tylko co rusz na niebo i gwiazdy i na jajko. Gotowa, ale na co? Serce, sny… marzenia? Ale co to może znaczyć, przecież zwykłe jajo nie może znać jej myśli i uczuć! A jeśli…?

Ginny była zaniepokojona, bo Hermiona wyglądała kiepsko. Blada, podkrążone oczy, wygląd zombie.
-Hermi, ale ty nic z Krumem…?
-Oszalałaś? Nie mogłam spać, to wszystko.
Nie powiedziała jej jednak o jajku i jego słowach. Raczej nie spodziewała się niczego pomocnego z jej strony. A Ron nadal był wielce obrażony, za co już od rana dostał burę od siostry.


Harry był zdziwiony wyglądem Miony. Domyślił się, że nie mogła spać, bo myślała nad słowami jaja. Gdyby tylko mógł jej pomóc…