Witam serdecznie wszystkich i każdego z osobna!
Tenże blog poświęcony będzie tematyce potterowskiej ogólnie rzecz biorąc, ale pozwolę sobie nie zdradzać jeszcze szczegółów o kogo chodzić będzie ;)
Liczę na to, iż nie zawiodę nikogo i zasłużę na jakichś wiernych czytelników, co jest chyba największym wynagrodzeniem za pisanie opowiadań i nie tylko.
A więc, zapraszam do czytania! Zaczynamy!
~~~~~~Przenieśmy się w wakacje między trzecią, a czwartą klasą...
-Ron! Ron, gdzie ty się podziewasz?! Natychmiast do kuchni!
-Pani Weasley? Może ja mogę w czymś pomóc?
-Oh, Hermiono, widziałaś gdzieś Rona? Miał mi pomóc z przygotowaniami na przybycie Syriusza i Harry'ego.
-Niestety nie, ale mogę ja to za niego zrobić.
-No dobrze, trzeba rozstawić talerze na stole...
*
-I jak, gotowy?
-Tak myślę. Wiesz, dziwnie się czuję...
-Dziwnie? Bo te wakacje spędziłeś tutaj?
-Może... nie wiem. Nie było mnie wcale u Dursley'ów, teraz dopiero pojawię się w Norze... Hermiona pewnie już tam jest...
-Tęsknisz za nimi, co?
-Tak, ale cieszę się że Cię mam.
Może i Syriusz nie jest już taki młody, ale wzruszył się na te słowa. Kochał Harry'ego jak własnego syna i bardzo zależało mu, by z nim zamieszkał. Pamiętał wszystkie obawy z tym się wiążące i jak zniknęły momentalnie. Ten chłopak stał się dla niego całym światem i też będzie go przed tym całym światem chronił.
*
Puff. Z kominka wyszedł Syriusz z Harrym, jednak w salonie nie było nikogo. Z podwórka dobiegały tylko głośne krzyki pani Weasley i bliźniaków. Gdzie reszta?
Chłopak postawił swój kufer na podłodze i rozejrzał się. Dobrze było wrócić do domu... no, drugiego domu. A może trzeciego? Mimo wszystko wiele lat spędził z wujostwem, teraz ma Syriusza... no, mniejsza o hierarchię, dom to dom.
Mężczyzna przeszedł się do kuchni i z powrotem, machnął do chłopca i wyszedł na dwór.
-Fred! George! Oszaleliście?! Nie bawcie się tylko... Syriusz!
Wszystko momentalnie umilkło i wszystkie twarze zwróciły się ku wywołanej osobie. Za nim dreptał Harry, którego zauważono po chwili. Hermiona zostawiając wszystko podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Zaraz trójka braci przybiegła się przywitać, a na koniec Ginny.
-Harry, jak miło Cię widzieć kochaneczku! Syriuszu, czy ty nic nie jesz?!
-Oh, Molly, nie martw się o mnie. Przygotowujecie jakieś przyjęcie?
-Nie, nie, to nic wielkiego. W końcu trochę nas będzie dziś na obiedzie, więc Ci tutaj mieli mi pomóc. Do roboty!
-A kto jeszcze będzie?
-Nikt szczególny, tylko Remus, Albus, Hagrid...
-Profesor Dumbledore? Chyba jednak coś się szykuje.
-O nic się nie martw, kochaneczku! To taka drobna uroczystość na cześć Syriusza, że jest cały, zdrowy i z nami. Hermiono, Ginny, możecie się nimi zająć? Ja tu dokończę i zaraz przyjdę.
*
To "zaraz" trwało zdecydowanie dłużej, ale dzięki temu ta czwórka mogła sobie spokojnie porozmawiać. Harry promieniał ze szczęścia, choć już nie do końca wiadomo z jakiego powodu. Widok tych dwóch dziewczyn niemal zapierał mu dech - jak na swój wiek wysokie, piękne i uśmiechnięte. Musiał przyznać, że je kocha.
-...więc staram się jakoś Rona ogarnąć, by robił cokolwiek, ale wiesz jaki on jest.
-Musi być wam z nim ciężko.
Ginny ukradkiem zerkała od czasu do czasu na zielonookiego. Podobał jej się, czuła to, ale nie była pewna co do niego. Powiedziała o swoich niepewnościach Hermionie, a ta poradziła jej, by się na razie poznali bliżej i reszta przyjdzie sama.
-Chcecie coś do picia? Syriuszu, mógłbyś mi pomóc?
-Jasne.
Mężczyzna wstał i poszedł za młodą czarownicą. Tam dziewczyna go zatrzymała i ogólnikowo wytłumaczyła sytuację. Chciała zdobyć trochę czasu dla tamtych dwojga sam na sam, bo tu go niewiele zyskają, a w szkole tym bardziej.
-Ym... więc, Harry... a jak Hardodziob?
-Świetnie, dzielnie nas znosi. Teraz został w bezpiecznym miejscu, więc cii. Ale przyznam, że podróżowanie z tak okazałym stworzeniem jest czasem uciążliwe.
-Ale jest piękny i taki mądry. Wspaniale musi się na nim latać.
-Na pewno bardziej miękko niż na miotle.
Oboje zaczęli się śmiać. Po chwili wróciła Hermiona z Syriuszem z herbatą.
*
Przygotowania dobiegły końca, goście przybyli i wszyscy doskonale się bawili. Co poniektórym uderzyła Ognista do głowy, ale zaraz został ułożony do snu. W tym towarzystwie tylko Dyrektor wyglądał nieco dziwnie.
-Panie profesorze?
-Tak, Harry?
-Może to dziwnie zabrzmi, ale...
-Myślisz, że taki dziadek jak ja nie może się bawić czy trochę wypić? Nie martw się, chłopcze, ja mam jeszcze wiele lat przed sobą. I to też dzięki tobie. Kto wie co by się dziś działo, gdybyś nie powstrzymał już trzy razy Voldemorta.
-Tak... może...
-Nie zadręczaj się tym. Zdradzę Ci pewien sekret, co czeka Cię w przyszłym roku szkolnym.
-Sekret?
-Tak, ale nikomu ani słowa. Otóż w naszej szkole odbędzie się pewien turniej, ale nie byle jaki. Przybędą do nas przedstawiciele z innych szkół, a w międzyczasie odbędzie się Wielki Bal Bożonarodzeniowy.
-Turniej? Bal? Nigdy nie słyszałem o czymś takim...
-Nic dziwnego, dawno się nie odbywał. Być może Panna Granger coś Ci o tym opowie. Ale idź się bawić, zdaje mi się że ktoś Cię obserwuje i tylko czeka.
-Tak? Kto?
Chłopak rozejrzał się, ale nikt nie zwrócił jego uwagi, natomiast Dumbledore gdzieś wyparował. Po chwili podeszła do niego Hermiona.
-A ty co tak stoisz? Chodź tańczyć!
Pociągnęła go za rękę. Muzyka była wesoła, skoczna i dosyć głośna, ale jemu to nie przeszkadzało. Szczególnie pasowało mu towarzystwo dziewczyny.
*
Niestety co dobre szybko się kończy, więc i ten miły dzień dobiegł końca. Już umyty i przebrany Harry wracał do pokoju dzielonego z Ronem, gdy ktoś na niego wpadł.
-Uh, nie zauważyłem... Ginny?
-P-przepraszam, Harry, zamyśliłam się i...
-Nic nie szkodzi, tylko uważaj, bo spadniesz ze schodów a tego nie chcę. Dobranoc.
I poszedł dalej, a dziewczyna stała bez najmniejszego ruchu. Nie chce by się jej coś stało! Zależy mu na niej!
-Ron, ostatnio Ginny jest jakaś dziwna, zauważyłeś?
-Nie, jakoś niezbyt. Ona zawsze jest dziwna, szczególnie gdy ty jesteś, więc...
-Nie lubi mnie?
-Ciebie nie da się nie lubić, stary.
*
5 sierpnia. Pani Weasley po cichu zwołała wszystkich prócz Ginny.
-Kochani, wiecie, że niedługo urodziny Ginny. Wybierzcie się gdzieś na zakupy, a ja zrobię tort. Co wy na to?
Wszyscy zgodnie przytaknęli i podzielili się na grupy, by Ginny nie została w efekcie sama w domu, bo nabrałaby podejrzeń od razu. I tak pewnie się zorientuje...
Ron, Harry i Hermiona wybrali się od razu. Dziewczyna stwierdziła, że znajdzie też dla siebie jakieś ubrania, co chłopcy skwitowali pomrukiem niezadowolenia. Te kobiety... ci faceci!
-No dobra, gdzie najpierw?
-Ja myślałam nad nową sukienką dla niej. Ładnie jej w ciemniejszych kolorach, ładnie się zgrywają z jej włosami, jak myślisz, Harry?
-Mnie pytasz? Nie znam się. Myślę, że ucieszy się z jakiejś książki o Quidditch'u.
-A ja... nie wiem. Dostanie jakiegoś cukierka.
-Ron!
-No co?
*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Ohayo! Jeśli przeczytałeś, drogi Czytelniku, mój post, bardzo Cię proszę o skrobnięcie komentarza na ten temat. Bardzo mi to pomoże w dalszym pisaniu. Ewentualnie powiedz co sądzisz o grafice, czcionce czy cokolwiek przyjdzie Ci na myśl. Arigatou!