Playlist

czwartek, 4 września 2014

5. Każdy ma czasem dość...

Nowina szybko się rozeszła i prawie cała szkoła już wiedziała, że ten słynny, jakże znany i podziwiany Potter związał się z Weasley’ówną, dla niektórych zdrajczynią krwi. Teraz chodziły pogłoski, że Ron będzie z Hermioną i będzie jeden wielki Happy End, jednak pozostała jeszcze niewielka grupa dziewczyn-fanek rudzielca. No cóż…
-No cześć gołąbeczki! Hej Hermiono! Co słychać?
-Jak widać, chcemy się najeść przed meczem, ale Harry wygląda, jakby coś mu to uniemożliwiało.
Istotnie, odkąd Harry zaczął chodzić z Ginny, niemalże nie odstępowała go na krok. Podobno miłość dodaje skrzydeł, jednak on się czuł jak z kamieniem u szyi. Mecz jak i trening Quiditch’a były zbawieniem, ale Ginny promieniała ze szczęścia i wydawała się nie zauważać jakiegokolwiek niezadowolenia chłopaka. Hermiona jednak zauważyła dziwne zachowanie przyjaciela i zastanawiała się nad przyczyną. Wolała nie prosić go na stronę samego, bo ruda gotowa była jeszcze coś sobie ubzdurać… w tym momencie przemknęło jej przez głowę pewne wspomnienie.
~Jeden z wieczorów w dormitorium dziewczyn; Hermiona rozmawiała z Ginny właśnie o Harry’m.
-Hermiono, ale czy on nie jest taki… taki…
-Wyjątkowy? Przystojny? Uroczy?
-Tak! Nawet więcej! Nic dziwnego, że tyle dziewczyn na niego leci… jakie ja mam przy nich szanse? Szara myszka, nic więcej…
-Kochana, weź się w garść! Dojrzewasz, piękniejesz, to nie przyjdzie samo od tak. Większości się podoba, bo jest tym przeklętym Wybrańcem i co z tego ma? Bliznę i groby rodziców. Myślę, że może czuć się samotny w tłumie tych pustych lalek. A ty jesteś inna, jesteś jego przyjaciółką i dlatego masz szanse.
-A… ty?
-Co ja?
-Ty znasz go przecież dłużej, jesteście bliżej… lepiej się znacie, dogadujecie… podoba Ci się?
Dziewczyna była zaskoczona. Nigdy nie myślała tak o nim, ale teraz jakby się zastanowić… nie, nie, nie! To jest potencjalny chłopak Ginny więc żadnych takich pomysłów.
-Bo… w sumie nie wiem czy Ci powinnam to mówić, ale… boję się że on wolałby Ciebie. Nie wiesz nawet jak by mnie to zabolało, gdyby się okazało, że…
-Nie myśl tak. Właśnie dlatego, że znamy się tak dobrze, nie moglibyśmy być razem. Rozumiesz?
-Tak… myślę, że tak.~
 Musiała podpuścić Rona. Poprosiła go na chwilę i wyszli z Wielkiej Sali. Powiedziała mu o swoich przeczuciach i poprosiła o pomoc. Razem ustalili, że po meczu ma czekać na niego przy przebieralni, a on jakoś odciągnie siostrę. To ich jedyna szansa jak na razie.
*
Mecz Gryffindor vs. Hufflepuff. Bliźniacy Weasley przyjmowali zakłady, ale niewielu było wierzących w wygraną żółtych.
Jednak wszelkie nastroje poprawiała w miarę dobra pogoda. Ah ta jesień…
Harry przemierzał krótkie odległości i rozglądał się za zniczem, który po jakimś czasie zabłysł od promieni słońca. Pomknął w jego kierunku zwracając uwagę drugiego ścigającego. Po chwili lecieli już ramię w ramię obijając się o siebie i wyciągając ręce. Nagle znicz poleciał w dół, oni za nim. Harry „przytulił” się bardziej do miotły dzięki czemu zwiększył prędkość. Wyciągnął rękę i… drugi ścigający uderzył z impetem w tył jego miotły. On jakoś utrzymał się na miotle i wybił do góry, natomiast Harry nie miał tyle szczęścia. Spadł ze swojej miotły i przeturlał po trawie. Jego fart, że byli już dość nisko.
-Harry złapał znicz! Gryffindor zwycięża!
Zaraz przy nim znaleźli się Dumbledore, McGonagall, Snape, Ron, Ginny i Hermiona. Co prawda złapał znicz, ale przypłacił to prawdopodobnym złamaniem ręki, paroma całkiem przyzwoitymi obtarciami i zmianą koloru szat na zielony od trawy. Został jak najprędzej odprowadzony do skrzydła szpitalnego.
-Oh co Ci się stało kochaneczku? Pewnie znowu spadłeś z miotły? Mówiłam Ci już przecież, że to niebezpieczna zabawa, ale kto by mnie tam słuchał…
Sprawdziła go dokładnie i na chwałę ręka nie była złamana, ale wybita z barku. Złamany był tylko jeden palec, ale szybko zostało wszystko nastawione i „naoliwione”. Jednak musiał zostać tam do śniadania na rutynowej obserwacji.
-Zostać z tobą, Harry? Może jesteś głodny?
-Nie, dzięki Ginny, ale…
-Doskonały pomysł! Weź dla niego coś dobrego i ciepłego z obiadu, a ty Ron mógłbyś dla mnie? Dziękuję.
Rodzeństwo lekko się zdziwiło, ale ostatecznie uznało to za dobry pomysł i wyszli. Hermiona usiadła na łóżku obok chłopaka.
-Harry, musimy pogadać. Co z tobą i Ginny? Albo raczej co tobie się stało.
-O czym mówisz? Nie rozumiem…
-Dobrze wiesz, jesteś nieobecny, wyglądasz jak zmora, prawie nie jesz. Ginny wygląda śpiewająco, a ty co?
-Ale nic jej nie mów, dobrze? Sam to jakoś załatwię. Chodzi o to, że… znaczy ja się cieszę, że jest szczęśliwa i w ogóle, ale mnie to męczy. Ona jest upierdliwa, nie była taka wcześniej, nie wiem co ją opętało. Gadamy niby normalnie, ale klei się kiedy tylko może i… sam nie wiem, ale to nie dla mnie. Nie poznaję jej.
-Jeśli tak to widzisz… cóż, nie zaprzeczę, że się zmieniła z tego całego szczęścia, ale fakt, to przesada. Chyba nawet Lavender nie czepia się tak Rona.
Zaśmiali się. Mimo wszystko czuła się dziwnie rozmawiając z nim tak szczerze. Co ona ma teraz zrobić? Jak im pomóc? Czy w ogóle da się im jeszcze pomóc?
Pogadali jeszcze chwilę o normalnych sprawach dnia codziennego i wróciła Ginny z Ronem. Wyszło na to, że cała czwórka zjadła obiad na szpitalnym łóżku. Miona i Ron poszli na kolację i wrócili do wieży, a Ginny została w sumie wygnana przez Harry’ego. Nie chciał jej zrobić przykrości, ale cholera, ile można?!
*
Tydzień później podczas śniadania…
-Drodzy uczniowie, dziś jest wielki dzień! Mam przyjemność przedstawić wam… uczennice Beauxbatons wraz z ich Dyrektorką Madame Maxime!
Przez drzwi lekkim kroczkiem wbiegły młode i bardzo ładne dziewczęta. Wszystkie miały takie same błękitne mundurki. Większość męska patrzyła na nie oniemiała. Dyrektor przywitał się z Madame i wskazał jej miejsce, a dziewczęta usiadły na wolnych miejscach.
-A oto i kolejni goście, Durmstrang i Igor Karkarov!
Żwawym krokiem weszła grupa byków o twarzach pełnych powagi bez cienia uśmiechu. Wyglądali dość szykownie w swoich czarnych strojach. Jeden tylko miał czerwoną pelerynę. Również z nimi przywitał się Dyrektor. Stanął chwilę potem na środku Sali odsłaniając coś, co w pierwszej chwili oślepiło wszystkich blaskiem.
-Oto Czara Ognia! Od teraz chętni mogą wrzucać swoje nazwiska. Ponieważ Ministerstwo zgodziło się zorganizować Turniej pod pewnymi warunkami, uczestnicy mogą mieć lat 16. W Noc Duchów zapraszam wszystkich zainteresowanych tutaj, by wyłonić trzech uczestników. 
*
Panował wielki harmider w całej szkole. Chłopcy oglądali się za panienkami z Beauxbatons, a dziewczyny za chłopakami z Durmstrangu. Ah ta młodzież i hormony…
-A tobie jak się podobają te niedorobione wile, Harry?
-Czy ja wiem, mają swój urok, ale… wydaje się być raczej wypracowany niż naturalny.
-Mi tam się podobają…
-Tak, Ron, jak każda. Ale u nich nie masz szans.
-Oh już, uspokójcie się. Wole czy nie, są naszymi gośćmi, więc Ginny… nie krytykuj, ok?

-No kogo my tu mamy, cała banda zdrajców i szlam. I jak tam Potter, nie zmieniasz pieluch swojej dziewczynie?
-Nie osądzaj innych względem siebie, Malfoy.
-Nikt Cię nie pytał o zdanie wredna szlamo.
Nagle blondyn wylądował na ścianie odrzucony zaklęciem. Wszyscy spojrzeli po sobie zdziwieni. Nie wiadomo kiedy, ale to Harry wyjął różdżkę. Uciekli stamtąd jak najszybciej do wieży Gryffindoru, gdzie usiedli w spokoju.
-Nigdy się tak nie zachowywałeś! Co Cię opętało? A gdyby ktoś to zobaczył? I tak Malfoy tego tak nie zostawi, będą jeszcze z tego kłopoty.
Hermiona nie odzywała się nawet, tylko patrzyła na czarnowłosego. Zaatakował Malfoy’a, bo ją obraził? To możliwe? Przecież zdarzało się to wielokrotnie i nigdy Harry nie był tak wybuchowy. To pewnie stres przez Ginny, wypadek, bal… Biedny, musi mieć słabe nerwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ohayo! Jeśli przeczytałeś, drogi Czytelniku, mój post, bardzo Cię proszę o skrobnięcie komentarza na ten temat. Bardzo mi to pomoże w dalszym pisaniu. Ewentualnie powiedz co sądzisz o grafice, czcionce czy cokolwiek przyjdzie Ci na myśl. Arigatou!