Playlist

poniedziałek, 1 września 2014

4.Miłość wisi w powietrzu

Dzień do obiadu minął bez większych ekscesów, taki typowy. Cała czwórka jak zwykle razem zjadła, ale w sumie wszyscy rozeszli się w swoje strony. Hermiona do biblioteki, Ron został „porwany”, a dla Harry’ego i Ginny kierunek był ten sam. Nie wiedzieli gdzie iść, więc stwierdzili zgodnie, że po prostu tam gdzie ich nogi poniosą.
Z początku dobrze im się gadało, ale im dłużej to spotkanie trwało, tym robiło się ciszej i bardziej niezręcznie.
-Ym… a w sumie czemu chciałaś się ze mną przejść? Hermiona już cię nudzi książkami?
-Nie, nie. Jeśli chodzi o książki to znajduje całkiem ciekawe, ale…
-Ale?
-Chodziło mi o ciebie. Chciałam z tobą pobyć sam na sam, ale nawet nie wiem jak z tobą rozmawiać. Znaczy wiem, ale nie wiem o czym…
-Nadal tu czegoś nie rozumiem. I tak często się widzimy i gadamy, to czemu teraz akurat?
-Bo… bo chciałam żebyśmy byli sami! Podobasz mi się, imponujesz, co jeszcze chcesz wiedzieć?!
Zielonooki nie wiedział jak zareagować na te słowa. W sumie mile połechtała jego ego, ale czym miałby jej imponować?
-Nie rozumiesz, prawda..? Harry… już raz mnie uratowałeś… jesteś żywą legendą, Wybrańcem, a do tego moim przyjacielem. Cieszę się z tego co jest, ale… chce czegoś więcej.
-Jak to więcej? Więcej czego?
-Więcej… ciebie.
*
Po powrocie do dormitorium Ron już tam był.
-Harry! Chwała Bogu, że to ty! Żadna już tam nie stoi?
-Nie, co się stało?
-Armagedon! Wielbią mnie za to, że raz przywaliłem Malfoy’owi zaklęciem, nawet nie wiem sam jak! Że ja mam dobre serce i w ogóle…
-Taa, też tego nie rozumiem.
-Gdzieś ty w ogóle był tyle czasu? Nawet Hermiona Cię szukała.
-Hermiona?
-No tak, jeszcze niedawno była gdzieś tu w pobliżu, ale może wróciła do biblioteki.
Czarnowłosy rzucił tylko „dzięki” i wybiegł. Sam w sumie nie wiedział czemu się tak spieszy, ale nie interesowało go to teraz.
*
Biblioteka. Hermiona już od dłuższego czasu siedziała w książkach. Niezbyt mogła się skupić, bo myśli zaprzątało jej spotkanie Ginny i Harry’ego. Zastanawiała się czy ruda wreszcie wyznała swoje uczucia, czy spanikowała jak zwykle. Zaśmiała się w duchu wyobrażając sobie minę chłopaka. W końcu zaczęła się zastanawiać jaka może być jego odpowiedź. Jeśli odwzajemni jej uczucia będą spędzać więcej czasu sami. Ron jest oblegany, więc zostanie sama… ale też może ich nie odwzajemnić, a wtedy pewnie przybiegnie do niej po poradę. Stwierdziła, że największe prawdopodobieństwo przypada na możliwość, że poprosi o dzień czy dwa do namysłu na spokojnie, a do niej przyjdzie po pomoc. Poszła potem z ciekawości do Wieży Gryffindor’u, ale nie zastała go, więc wróciła do biblioteki. Po krótkim czasie rozmyślań zasnęła z głową na stercie książek.

Harry wbiegł do biblioteki i rozejrzał się. Nie widział niestety nikogo znajomego, więc zaczął przechadzać się między półkami. Wreszcie zauważył burzę brązowych loków przy książkach. Podszedł i lekko stuknął ją w ramie, ale to nie podziałało. Odsunął jej włosy z twarzy i delikatnie uniósł jej głowę, a ona otworzyła oczy.
-Umm… Harry…?
-No hej, śpioszku. Nie wygodniej na łóżku?
*
-…no i powiedziałem, że mnie zaskoczyła i że muszę to na spokojnie przemyśleć, bo mi też na niej bardzo zależy. I co ja mam robić Hermiono?
-To, co czujesz w sercu Harry. Nikt tego nie będzie wiedział lepiej niż ty.
-Nie chcę jej urazić, ale zawsze traktowałem ją jak siostrę. Jest fajna i wesoła, ale czy to nie zepsuje tego co już jest?
-Jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz. Jeśli się nie uda, to nie będzie niczyja wina. Jesteśmy jeszcze wszyscy młodzi, możemy mylić pewne zauroczenia z miłością, fascynacją. Zobaczysz to jak przybędą jutro z innych szkół.
-Jutro?
-Owszem, nie czytasz ogłoszeń?
-Widocznie byłem zajęty czymś innym. W sumie co wiesz o tym turnieju?
-Właśnie o tym czytałam. To stary turniej, odbywał się co kilka lat, ale zakazany był z powodu… dużej ilości zgonów. Dopuszczani są do niego tylko uczniowie z klas 6 i 7, więc muszą coś umieć. Zadania we wcześniejszych turniejach były dosyć drastyczne i niebezpieczne.
-Przynajmniej raz ominie mnie zagrożenie życia.
-Obyś się nie mylił. I nie zapomnij o Ginny, ona potrafi być gorsza niż Sam-Wiesz-Kto.
Harry’ego wcale to nie pocieszyło.
*
-Hermi! Jak dobrze, że jesteś! Powiedziałam Harry’emu o moich uczuciach. Tak się bałam, cała się trzęsłam! Nie wiedziałam jak zacząć, czułam się tak głupio, zrobiło się cicho, i i i… w końcu powiedziałam. Był sam w szoku, ja chyba też, ale…
Brunetka usiadła na łóżku i słuchała przyjaciółki. Tak po prawdzie nie miała ochoty słuchać tego po raz drugi, ale cóż począć? Nie mogła wydać chłopaka, że był u niej po radę, a jej też chciała pomóc.
-… dlatego szukałam ciebie, ale Ron powiedział, że może jesteś w bibliotece z Harry’m.
-Z Harry’m?
-Tak, że go szukałaś…
-Ah, tak, ale poradziłam sobie. Spotkałam go pod Grubą Damą, wyglądał na zamyślonego.
-Tak? Może jest szansa… wiem, że to dla niego coś nowego, ale chcę, żeby był szczęśliwy.
-Ja też. I żebyś szczęśliwa była również ty.
Dziewczyny jeszcze długo rozmawiały. Hermiona nie widziała jeszcze nigdy rudej tak zdenerwowanej i podekscytowanej. Zrobiło jej się tylko nieco przykro jak pomyślała, że Harry nie kipiał takim szczęściem.
*
Na śniadaniu…
-Hej dziewczyny, wyspane?
-Hej. W sumie tak.
-Co dziś mamy w planach?
-Cudowne dwie godziny eliksirów ze ślizgonami, transmutację i historię magii.
-I obiad!
Wszyscy się roześmiali. Tego dnia dosyć mało osób przyszło na śniadanie, więc było ich słychać aż za dobrze.

-Zabini, powiedz mi z czego oni tak rżą?
-Nie wiem, mnie pytasz o takie rzeczy? Wyślij skrzata albo co.
Chłopak kontynuował swój posiłek niezbyt zwracając uwagę na blondyna. Z kolei jego irytowała ta hałastra niedorobionych lwiątek. On już ich uciszy.
*
-Dziś macie stworzyć Eliksir Euforii i Eliksir Rozśmieszający. Nie pomylcie się i nie wysadźcie sali w powietrze. Będzie pracować dwójkami. Nie, panie Potter, nie z Weasleyem, bo nawet tak proste eliksiry staną się gorsze od bomby atomowej. Ślizgoni, możecie wybrać sobie partnerów i do roboty.
Wszyscy byli mocno niezadowoleni i nie rozumiano czemu ślizgoni zostali ukazani, bo pracy z gryfonami nie można było nazwać czymś innym.
-No siemasz Wybrańcu, umiesz ty coś z tego? Ja to średni jestem…
-Słuchaj… Zabini, tak? Zróbmy po prostu co do nas należy i miejmy to z głowy.
-Mów mi Blaise. Ja tam nic do was nie mam specjalnie. No ale do dzieła!
Hermiona miała farta, trafiła na raczej spokojną dziewczynę. Ron też by tak miał, gdyby nie to, że sam był naburmuszony i marudził przy każdym ruchu.
Snape przechadzał się między kociołkami i szukał jakiegokolwiek wartego uwagi. Był zdziwiony, że eliksir Granger był całkiem całkiem, bo jeśli chodzi o praktykę, to orłem nie była… no i co dziwniejsze – eliksir Potter’a i Zabini’ego też nawet się do czegoś nadawał. W swojej wspaniałomyślności śliz gonom dał po 20 punktów, a gryfonom po 5.

-Dostaliśmy punkty od Snape’a! Yuhu! Trzeba to gdzieś zapisać.
-Widzicie, nawet ze ślizgonami można się dogadać. A tobie Harry gratuluję, świetnie się spisałeś.
-Chyba kpisz! Współpracowaliście ze zdrajcami, z parszywymi, podłymi…
-Hej, hej, wyluzuj. Zabini jest w porządku, nawet dałoby się z nim kumplować. Ron, ciesz się, że Snape za twój eliksir nie odjął ci 20 punktów. Miał być niebieski, nie zgniło-zielony…
*
Od tej pamiętnej lekcji eliksirów coraz częściej zdarzało się że Harry wpadał na Blaise’a, więc w końcu zapoznał go ze swoimi przyjaciółmi. Ginny nie przyznała się do tego nawet Hermionie, ale całkiem się jej spodobał. Jednak trzeba było dociągnąć sprawę z Harry’m do końca.
-Harry… czy… więc jak?
-Ginny, wiesz, że cię kocham jak siostrę i naprawdę nie wiem czy to by wypaliło. Bardzo Cię cenię i…
 -Mogę Cię pocałować?
-C-co..?
-No bo wiesz, jeśli coś poczujesz… ciarki, ciepło, cokolwiek, to może będzie szansa. Zawsze warto próbować, nie?
Chłopak przytaknął, a dziewczyna zbliżyła się. Przymknęli oczy, a ich usta połączyły się w delikatnym pocałunku. Jako że byli w Pokoju Wspólnym, szybko zostali zauważeni przez schodzącą ze schodów Hermionę. Odskoczyli od siebie zmieszani, a Hermiona zrobiła się czerwona.
-Przepraszam, nie wiedziałam, że…!
-N-nic nie szkodzi, Hermi. Zobaczymy się później.
I ruda zwiała do pokoju. Hermiona stała w miejscu i patrzyła na Herry’ego wyczekująco. Coś w głębi serca jej nie pasowało, ale odsunęła takie myśli uznając je za głupie. Jednak chłopak stał milcząc i niezbyt chyba wiedział co w tej sytuacji zrobić i jak się zachować.
-Czyli tak?
-Co tak?
-No, ty z Ginny!
-Co? Nie… to nie tak! My…
-No tak, w sumie to normalne, że przyjaciele się całują. Czyli jakbym ja Cię pocałowała też byś nie miał nic przeciw?
W życiu nie przyszła mu do głowy taka rzecz, ale teraz, jakby tak pomyśleć… zrobił się czerwony.
-Nie wiem o co Ci chodzi. To był pomysł Ginny, nie wiem co ona sądzi o tym, więc wybacz, bo muszę z nią pogadać.
I poszedł w kierunku pokoju dziewczyny mijając przyjaciółkę. Była lekko zdziwiona jego zachowaniem, ale suma sumarum wzruszyła tylko ramionami i poszła jak miała w planach do biblioteki.

-Ginny? Wyjdziesz?
-Yhm… no… więc… czułeś coś?
-No tak… nie wiem jak to nazwać, ale…
-Dreszczyk? Mrowienie na całym ciele? To ciepło?
-No… coś w tym stylu… może nie tak do końca…
-To znaczy, że warto! Harry! Uwierz.
Patrzył na nią przez chwilę bijąc się z myślami. Nie czuł się w porządku, ale w końcu przytaknął. Od razu rzuciła mu się na szyję mocno przytulając.
-Tak długo na to czekałam! Kocham Cię odkąd Cię zobaczyłam, wiesz? Ale tak mi było głupio…

Z każdą chwilą czuł się bardziej zakłopotany. W co on się wpakował?...

1 komentarz:

  1. Haha Harry wpakował się w niezłą kabałę. Nie jestem specjalną fanką Harry&Ginny, może nie wyobrażałam sobie tego aż tak, ale tu wyszło całkiem zabawnie, taka wersja upierdliwej małolaty xd No i będzie turniej! Nie mogę się doczekać! /Monia

    OdpowiedzUsuń

Ohayo! Jeśli przeczytałeś, drogi Czytelniku, mój post, bardzo Cię proszę o skrobnięcie komentarza na ten temat. Bardzo mi to pomoże w dalszym pisaniu. Ewentualnie powiedz co sądzisz o grafice, czcionce czy cokolwiek przyjdzie Ci na myśl. Arigatou!