Dzień do obiadu minął bez większych
ekscesów, taki typowy. Cała czwórka jak zwykle razem zjadła, ale w sumie
wszyscy rozeszli się w swoje strony. Hermiona do biblioteki, Ron został
„porwany”, a dla Harry’ego i Ginny kierunek był ten sam. Nie wiedzieli gdzie
iść, więc stwierdzili zgodnie, że po prostu tam gdzie ich nogi poniosą.
Z początku dobrze im się gadało, ale im
dłużej to spotkanie trwało, tym robiło się ciszej i bardziej niezręcznie.
-Ym… a w sumie czemu chciałaś się ze mną
przejść? Hermiona już cię nudzi książkami?
-Nie, nie. Jeśli chodzi o książki to
znajduje całkiem ciekawe, ale…
-Ale?
-Chodziło mi o ciebie. Chciałam z tobą
pobyć sam na sam, ale nawet nie wiem jak z tobą rozmawiać. Znaczy wiem, ale nie
wiem o czym…
-Nadal tu czegoś nie rozumiem. I tak
często się widzimy i gadamy, to czemu teraz akurat?
-Bo… bo chciałam żebyśmy byli sami!
Podobasz mi się, imponujesz, co jeszcze chcesz wiedzieć?!
Zielonooki nie wiedział jak zareagować
na te słowa. W sumie mile połechtała jego ego, ale czym miałby jej imponować?
-Nie rozumiesz, prawda..? Harry… już raz
mnie uratowałeś… jesteś żywą legendą, Wybrańcem, a do tego moim przyjacielem.
Cieszę się z tego co jest, ale… chce czegoś więcej.
-Jak to więcej? Więcej czego?
-Więcej… ciebie.
*
Po powrocie do dormitorium Ron już tam
był.
-Harry! Chwała Bogu, że to ty! Żadna już
tam nie stoi?
-Nie, co się stało?
-Armagedon! Wielbią mnie za to, że raz
przywaliłem Malfoy’owi zaklęciem, nawet nie wiem sam jak! Że ja mam dobre serce
i w ogóle…
-Taa, też tego nie rozumiem.
-Gdzieś ty w ogóle był tyle czasu? Nawet
Hermiona Cię szukała.
-Hermiona?
-No tak, jeszcze niedawno była gdzieś tu
w pobliżu, ale może wróciła do biblioteki.
Czarnowłosy rzucił tylko „dzięki” i
wybiegł. Sam w sumie nie wiedział czemu się tak spieszy, ale nie interesowało
go to teraz.
*
Biblioteka. Hermiona już od dłuższego
czasu siedziała w książkach. Niezbyt mogła się skupić, bo myśli zaprzątało jej
spotkanie Ginny i Harry’ego. Zastanawiała się czy ruda wreszcie wyznała swoje
uczucia, czy spanikowała jak zwykle. Zaśmiała się w duchu wyobrażając sobie
minę chłopaka. W końcu zaczęła się zastanawiać jaka może być jego odpowiedź.
Jeśli odwzajemni jej uczucia będą spędzać więcej czasu sami. Ron jest oblegany,
więc zostanie sama… ale też może ich nie odwzajemnić, a wtedy pewnie
przybiegnie do niej po poradę. Stwierdziła, że największe prawdopodobieństwo
przypada na możliwość, że poprosi o dzień czy dwa do namysłu na spokojnie, a do
niej przyjdzie po pomoc. Poszła potem z ciekawości do Wieży Gryffindor’u, ale
nie zastała go, więc wróciła do biblioteki. Po krótkim czasie rozmyślań zasnęła
z głową na stercie książek.
Harry wbiegł do biblioteki i rozejrzał
się. Nie widział niestety nikogo znajomego, więc zaczął przechadzać się między
półkami. Wreszcie zauważył burzę brązowych loków przy książkach. Podszedł i
lekko stuknął ją w ramie, ale to nie podziałało. Odsunął jej włosy z twarzy i
delikatnie uniósł jej głowę, a ona otworzyła oczy.
-Umm… Harry…?
-No hej, śpioszku. Nie wygodniej na
łóżku?
*
-…no i powiedziałem, że mnie zaskoczyła
i że muszę to na spokojnie przemyśleć, bo mi też na niej bardzo zależy. I co ja
mam robić Hermiono?
-To, co czujesz w sercu Harry. Nikt tego
nie będzie wiedział lepiej niż ty.
-Nie chcę jej urazić, ale zawsze traktowałem
ją jak siostrę. Jest fajna i wesoła, ale czy to nie zepsuje tego co już jest?
-Jeśli nie spróbujesz to się nie
dowiesz. Jeśli się nie uda, to nie będzie niczyja wina. Jesteśmy jeszcze
wszyscy młodzi, możemy mylić pewne zauroczenia z miłością, fascynacją.
Zobaczysz to jak przybędą jutro z innych szkół.
-Jutro?
-Owszem, nie czytasz ogłoszeń?
-Widocznie byłem zajęty czymś innym. W
sumie co wiesz o tym turnieju?
-Właśnie o tym czytałam. To stary
turniej, odbywał się co kilka lat, ale zakazany był z powodu… dużej ilości
zgonów. Dopuszczani są do niego tylko uczniowie z klas 6 i 7, więc muszą coś
umieć. Zadania we wcześniejszych turniejach były dosyć drastyczne i
niebezpieczne.
-Przynajmniej raz ominie mnie zagrożenie
życia.
-Obyś się nie mylił. I nie zapomnij o
Ginny, ona potrafi być gorsza niż Sam-Wiesz-Kto.
Harry’ego wcale to nie pocieszyło.
*
-Hermi! Jak dobrze, że jesteś!
Powiedziałam Harry’emu o moich uczuciach. Tak się bałam, cała się trzęsłam! Nie
wiedziałam jak zacząć, czułam się tak głupio, zrobiło się cicho, i i i… w końcu
powiedziałam. Był sam w szoku, ja chyba też, ale…
Brunetka usiadła na łóżku i słuchała
przyjaciółki. Tak po prawdzie nie miała ochoty słuchać tego po raz drugi, ale
cóż począć? Nie mogła wydać chłopaka, że był u niej po radę, a jej też chciała
pomóc.
-… dlatego szukałam ciebie, ale Ron
powiedział, że może jesteś w bibliotece z Harry’m.
-Z Harry’m?
-Tak, że go szukałaś…
-Ah, tak, ale poradziłam sobie.
Spotkałam go pod Grubą Damą, wyglądał na zamyślonego.
-Tak? Może jest szansa… wiem, że to dla
niego coś nowego, ale chcę, żeby był szczęśliwy.
-Ja też. I żebyś szczęśliwa była również
ty.
Dziewczyny jeszcze długo rozmawiały.
Hermiona nie widziała jeszcze nigdy rudej tak zdenerwowanej i podekscytowanej.
Zrobiło jej się tylko nieco przykro jak pomyślała, że Harry nie kipiał takim
szczęściem.
*
Na śniadaniu…
-Hej dziewczyny, wyspane?
-Hej. W sumie tak.
-Co dziś mamy w planach?
-Cudowne dwie godziny eliksirów ze
ślizgonami, transmutację i historię magii.
-I obiad!
Wszyscy się roześmiali. Tego dnia dosyć
mało osób przyszło na śniadanie, więc było ich słychać aż za dobrze.
-Zabini, powiedz mi z czego oni tak rżą?
-Nie wiem, mnie pytasz o takie rzeczy?
Wyślij skrzata albo co.
Chłopak kontynuował swój posiłek niezbyt
zwracając uwagę na blondyna. Z kolei jego irytowała ta hałastra niedorobionych
lwiątek. On już ich uciszy.
*
-Dziś macie stworzyć Eliksir Euforii i
Eliksir Rozśmieszający. Nie pomylcie się i nie wysadźcie sali w powietrze.
Będzie pracować dwójkami. Nie, panie Potter, nie z Weasleyem, bo nawet tak
proste eliksiry staną się gorsze od bomby atomowej. Ślizgoni, możecie wybrać
sobie partnerów i do roboty.
Wszyscy byli mocno niezadowoleni i nie
rozumiano czemu ślizgoni zostali ukazani, bo pracy z gryfonami nie można było
nazwać czymś innym.
-No siemasz Wybrańcu, umiesz ty coś z
tego? Ja to średni jestem…
-Słuchaj… Zabini, tak? Zróbmy po prostu
co do nas należy i miejmy to z głowy.
-Mów mi Blaise. Ja tam nic do was nie
mam specjalnie. No ale do dzieła!
Hermiona miała farta, trafiła na raczej
spokojną dziewczynę. Ron też by tak miał, gdyby nie to, że sam był naburmuszony
i marudził przy każdym ruchu.
Snape przechadzał się między kociołkami
i szukał jakiegokolwiek wartego uwagi. Był zdziwiony, że eliksir Granger był
całkiem całkiem, bo jeśli chodzi o praktykę, to orłem nie była… no i co
dziwniejsze – eliksir Potter’a i Zabini’ego też nawet się do czegoś nadawał. W
swojej wspaniałomyślności śliz gonom dał po 20 punktów, a gryfonom po 5.
-Dostaliśmy punkty od Snape’a! Yuhu!
Trzeba to gdzieś zapisać.
-Widzicie, nawet ze ślizgonami można się
dogadać. A tobie Harry gratuluję, świetnie się spisałeś.
-Chyba kpisz! Współpracowaliście ze
zdrajcami, z parszywymi, podłymi…
-Hej, hej, wyluzuj. Zabini jest w
porządku, nawet dałoby się z nim kumplować. Ron, ciesz się, że Snape za twój
eliksir nie odjął ci 20 punktów. Miał być niebieski, nie zgniło-zielony…
*
Od tej pamiętnej lekcji eliksirów coraz
częściej zdarzało się że Harry wpadał na Blaise’a, więc w końcu zapoznał go ze
swoimi przyjaciółmi. Ginny nie przyznała się do tego nawet Hermionie, ale
całkiem się jej spodobał. Jednak trzeba było dociągnąć sprawę z Harry’m do
końca.
-Harry… czy… więc jak?
-Ginny, wiesz, że cię kocham jak siostrę
i naprawdę nie wiem czy to by wypaliło. Bardzo Cię cenię i…
-Mogę
Cię pocałować?
-C-co..?
-No bo wiesz, jeśli coś poczujesz…
ciarki, ciepło, cokolwiek, to może będzie szansa. Zawsze warto próbować, nie?
Chłopak przytaknął, a dziewczyna
zbliżyła się. Przymknęli oczy, a ich usta połączyły się w delikatnym pocałunku.
Jako że byli w Pokoju Wspólnym, szybko zostali zauważeni przez schodzącą ze
schodów Hermionę. Odskoczyli od siebie zmieszani, a Hermiona zrobiła się
czerwona.
-Przepraszam, nie wiedziałam, że…!
-N-nic nie szkodzi, Hermi. Zobaczymy się
później.
I ruda zwiała do pokoju. Hermiona stała
w miejscu i patrzyła na Herry’ego wyczekująco. Coś w głębi serca jej nie
pasowało, ale odsunęła takie myśli uznając je za głupie. Jednak chłopak stał
milcząc i niezbyt chyba wiedział co w tej sytuacji zrobić i jak się zachować.
-Czyli tak?
-Co tak?
-No, ty z Ginny!
-Co? Nie… to nie tak! My…
-No tak, w sumie to normalne, że
przyjaciele się całują. Czyli jakbym ja Cię pocałowała też byś nie miał nic
przeciw?
W życiu nie przyszła mu do głowy taka
rzecz, ale teraz, jakby tak pomyśleć… zrobił się czerwony.
-Nie wiem o co Ci chodzi. To był pomysł
Ginny, nie wiem co ona sądzi o tym, więc wybacz, bo muszę z nią pogadać.
I poszedł w kierunku pokoju dziewczyny
mijając przyjaciółkę. Była lekko zdziwiona jego zachowaniem, ale suma sumarum
wzruszyła tylko ramionami i poszła jak miała w planach do biblioteki.
-Ginny? Wyjdziesz?
-Yhm… no… więc… czułeś coś?
-No tak… nie wiem jak to nazwać, ale…
-Dreszczyk? Mrowienie na całym ciele? To
ciepło?
-No… coś w tym stylu… może nie tak do
końca…
-To znaczy, że warto! Harry! Uwierz.
Patrzył na nią przez chwilę bijąc się z
myślami. Nie czuł się w porządku, ale w końcu przytaknął. Od razu rzuciła mu
się na szyję mocno przytulając.
-Tak długo na to czekałam! Kocham Cię
odkąd Cię zobaczyłam, wiesz? Ale tak mi było głupio…
Z każdą chwilą czuł się bardziej
zakłopotany. W co on się wpakował?...
Haha Harry wpakował się w niezłą kabałę. Nie jestem specjalną fanką Harry&Ginny, może nie wyobrażałam sobie tego aż tak, ale tu wyszło całkiem zabawnie, taka wersja upierdliwej małolaty xd No i będzie turniej! Nie mogę się doczekać! /Monia
OdpowiedzUsuń