Ron niedługo po rozmowie z Hermioną zapomniał o zajściu. Hermiona zadowolona informacją, że Harry martwi się o Ginny, stwierdziła, że na razie nie trzeba nic robić. Powiedziała o tym Ginny, na co zareagowała dużym optymizmem.
-Hej Hermiono! Gdzie idziesz, do biblioteki?
-Tak, a co? Chcesz iść ze mną? Nie zaszkodzi Ci dodatkowa wiedza.
Poszli więc razem. Dziewczyna przechadzała się między półkami, a Harry dreptał powoli za nią. Od kiedy Ron spytał go czy jakaś dziewczyna mu się podoba chodziły mu rożne myśli po głowie. Zaczął się poważniej zastanawiać nad każdą dziewczyną, którą znał i lubił. Zaczął od Ginny, ale była dla niego jak młodsza siostra, wiec myśl o czymś więcej była niewyobrażalna. Cho - podobała mu się, musiał to przyznać. Długie, lśniące włosy i miły uśmiech. Bliźniaczki Patil - były nietypowe i nawet atrakcyjne, ale to nie dla niego. No i Hermiona, dziewczyna, którą znał już kilka lat i bardzo lubił. Podziwiał ją za mądrość, odwagę i zimną krew. Poza tym widać było, że dorośleje i zaczął na niektóre partie ciała zwracać uwagę, ale tłumaczył to zwykłym okresem dojrzewania i burzą hormonów. Jednak czuł się głupio myśląc tak o niej.
*
-Mam nadzieję, że ten twój esej na eliksiry jest w miarę dobry, wiesz, jak Snape jest wymagający.
-Nie martw się, sporo się od Ciebie już nauczyłem i jestem dobrej myśli. A właśnie, Hermiono... w sumie nie powinienem Ci tego mówić, ale... wiesz, że w tym roku odbędzie się Bal Bożonarodzeniowy?
-Bal? Żartujesz? Skąd wiesz?
-Dumbledore mi powiedział w Norze. Ja mam strój, niby... znaczy nie wiem czy to się nadaje na coś takiego...
-Oh Harry, nie mogłeś powiedzieć mi wcześniej? Chodźmy!
*
Hermiona poinformowała Rona i Ginny o planowanym balu, a ci od razu napisali do matki o odpowiednie stroje. Potem Hermiona poszła zobaczyć strój Harry'ego i uznała go za całkiem znośny.
-No cóż, nie jest może idealny, ale jak na mój gust dziewczyny się nie wystraszą.
Posiedzieli jeszcze trochę razem i pośmiali się, ale niedługo przyszedł Dean i Ron, więc ulotniła się stamtąd. Po powrocie do pokoju opowiedziała Ginny o szacie wyjściowej Harry'ego, co młodsza przyjęła z lekką ulgą. Harry niezbyt znał się na takich rzeczach, ale na szczęście miał lepszy gust niż Ron...
*
Mniej więcej miesiąc po rozpoczęciu szkoły dyrektor podczas kolacji wygłosił rzecz niezwykle ważną:
-Drodzy uczniowie, chciałbym powiedzieć wam cudowną nowinę! Otóż Ministerstwo Magii wyraziło zgodę, aby w tym roku odbył się Turniej Trójmagiczny! Przybędą do nas uczniowie z Durmstrangu i Beauxbatons, więc proszę, nie naróbcie nam wstydu. Ah, zapomniałbym - odbędzie się Bal Bożonarodzeniowy, więc ślijcie sowy po szaty wyjściowe do rodzin. Smacznego!
W całej Wielkiej Sali słychać było szepty. Wszyscy byli zaskoczeni, jednak niektórzy udawali, że oczywiście wiedzą o wszystkim, jak na przykład taki blondyn w barwach węża.
-Hah, a nie mówiłem, że w tym roku wydarzy się coś niezwykłego?
-Co rok tak mówisz, Smoku.
-No i czy nie mam racji?
*
-Longbottom, Okropny. Lockwood, Nędzny. Finnigan, Nędzny. Greanger...Powyżej Oczekiwań. Potter, gdybym uwierzył, że napisałeś to sam, dostałbyś Zadowalający. Ale masz Nędzny. Weasley, jak dla Ciebie to nawet Okropny to za dużo. Troll. Patil....
Po lekcji, jak można się domyślić eliksirów, wszyscy byli w dość marnych humorach. Harry i Ron zemścili pod nosem na "starego niedopieszczonego nietoperza, którego w dzieciństwie może dopadła sklątka tylnowybuchowa". Hermiona próbowała ich uspokoić, starając się ciut nauczyciela bronić, ale oberwała rykoszetem za swoje dobre serce, więc poszła zła do pokoju. Być może trochę zbyt surowo ich potraktował, ale co mogą zrobić? Nawet ona nic nie może choćby bardzo chciała.
-Chyba za bardzo na nią naskoczyliśmy.
-Ale ona go jeszcze broni! Sama jest zadowolona ze swojego PO, a my co? A ona mi jeszcze pomagała! I tak mam Trolla i tak. To co mi z tego za układ?
-Ty tylko myślisz o niej jako gadającym komputerze do wypracowań. Serio, Ron, ale na mnie nie licz.
Harry lekko zirytowany postawą przyjaciela oddalił się. Cieszył się, że Hermiona wcześniej ich opuściła, bo słysząc takie słowa mogłaby się rozpłakać, a nie chciał spotkać prawdziwego trola znowu w ubikacji...
*
Przez jakiś czas Ron i Hermiona nie odzywali się do siebie, więc Harry lub Ginny robili za sowy. Pewnego dnia na korytarzu...
-No to co, młody, może jednak chcesz się z nami trochę pobawić? Albo nie, to my pobawimy się z tobą. Zapamiętasz, że do Ślizgonów się nie zaczyna.
-Hej! Malfoy, ty tchórzofretko, boisz się równych sobie, że atakujesz młodszych?
-A ty co Weasley, nauczyłeś się składać dłuższe zdania? Czy może chcesz się popisać?
Zanim się ktoś zorientował Ron rzucił zaklęciem w Malfoy'a, a tego odrzuciło na ścianę. Wszyscy byli w szoku, łącznie z samym Ronem.
-Smoku, żyjesz? Spadamy, chyba nie doceniliśmy rudzielca.
-Zamknij się, Zabini...
Ale faktycznie uciekli. Pierwszoroczniak bardzo podziękował swemu wybawcy i uciekł do siebie. Pewnie nic więcej by się nie wydarzyło, gdyby tego epickiego momentu nie widziało jakieś pięć największych plotkar w szkole. Do wieczora wiedziała o wszystkim cała szkoła, nawet więcej niż się wydarzyło. Ron Weasley obrońcą bezbronnych dzieci.
Od tego momentu Ron nie przejmował się już Hermioną, bo wokół niego gromadziła się rzesza fanek. Brunetka tylko prychała na ten widok i odchodziła gdzieś z Harry'm.
-Wiesz, kiedyś myślałam, że może ja i Ron... no wiesz... ale on jest zbyt dziecinny. Nie mogłabym z nim wytrzymać, jest po prostu nie do zniesienia!
-Chyba ta banda pseudo-fanek ma inne zdanie na ten temat.
-A co mnie one obchodzą? Nie znają go tak jak my. Nawet ty jesteś lepszy od niego!
-No dzięki, Hermiono, wielkie dzięki.
-Przepraszam, Harry! Nie chciałam tego tak ująć...
Chłopak się zaśmiał i poczochrał ją lekko po włosach. Spojrzała na niego zdziwiona i po chwili sama zaczęła się śmiać. Robiło się już chłodno, więc niedługo wrócili do Wieży i do swoich pokoi.
-Gdzie byłaś?
-Na spacerze po błoniach. Nie mogę słuchać tego pisku bab.
-A nie widziałaś Harry'ego? Szukałam go wszędzie i nie miałam szczęścia.
-Ym... pewnie się minęliście.
Dziewczyna czuła się zakłopotana. Nie powinna spędzać tyle czasu sam na sam z obiektem westchnień swojej przyjaciółki. Ale w sumie oni też byli przyjaciółmi już od dawna, więc...
-Złap go może jutro po obiedzie i się przejdźcie, co? Póki jest ciepło, bo niedługo zaczną się te okropne zimowe dni.
Rudowłosa przyjęła bardzo chętnie ten pomysł i niebawem poszły spać.
*
Następnego dnia rano przyleciała poczta. Hermiona i Ginny ucieszyły się na widok dużych paczek, prawdopodobnie z sukienkami. Ron był nieco mniej rozentuzjazmowany.
-Nic Ci nie jest, stary?
-Nie, coś ty. Po prostu... nie wyspałem się.
-Nic dziwnego, zrobiłeś się tak sławny, że nie przestają o tobie gadać nawet w łazience. Podobno Lavender coś knuje, żeby Cię usidlić, więc uważaj.
-Nie martw się siostra, zajmij się swoim życiem.
-Dobrze braciszku. Harry, pójdziesz ze mną na spacer po obiedzie?
-Co? Em, no dobra. A Hermiona?
-Nie, nie, ja muszę posiedzieć w bibliotece, wybaczcie.
Wszystko super!! Tylko jeden szczegolij- Ron chyba nie wiedzial, co to "komputer" :)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia
mildredred
www.well-you-are-quite-nice-you-know.blogspot.com
Faktycznie, patrząc na to teraz, brakowałoby tu reakcji pewnego zdziwienia Rona na słowa Harry'ego, dziękuję za zwrócenie na to uwagi :)
Usuń